czwartek, 8 stycznia 2015
Rozdział 1
Rozdział 1
- Tym razem na pewno trafię! - powiedziałam i rzuciłam szyszką w pulchną dziewczynkę . Ta speszona szybko uciekła co chwila spoglądając niespokojnie za siebie. Nie wyszło jej to na dobre bo po chwili uderzyła głową w tors jakiegoś chłopaka, który niósł ciasto w plastikowym pojemniku. Dzieciak zachwiał się niebezpiecznie i wypuścił z rąk wściekle różowy wypiek. Przez nieszczęśliwy wypadek wylądował prosto na twarzy dziewczynki.
Widząc to zdarzenie wybuchłam prawdziwym śmiechem. Jimmy mi zawtórował.
Siedzieliśmy na wysokim dębie, którego gałęzie ciągnęły się nad chodnikiem. Jim był wysokim i chudym piętnastolatkiem. Miał ciemną karnację i słoneczne blond włosy. Orzechowe oczy promieniowały ciepłem i szczęściem. Piegi i zadarty nos, w który tak bardzo lubiłam pstrykać, dodawały mu chłopięcego uroku. Był moim jedynym przyjacielem.
-No mała nieźle! Teraz moja kolej- chłopak wziął amunicję do ręki i wycelował w kobietę niosącą koszyk z jabłkami. Pod wpływem celnego rzutu owoce rozsypały się po chodniku a ona nie potrafiąc utrzymać równowagi również wylądowała na betonie.
Ryknęłam śmiechem i prawie bym spadła gdyby nie Jim i jego silny uścisk.
-Dzięki- wydusiłam przez łzy śmiechu.
Zauważyłam że chłopak uważnie mi się przygląda.
- Co? Mam co na twarzy?- zapytałam próbując zetrzeć niewidzialny bród z policzka.
-Nie. Tylko dawno nie widziałem cię takiej szczęśliwej.
Tak to prawda. Nie jestem wesołą osobą ale nie mam tez wielu powodów do szczęścia.
Spojrzałam na miejsce w którym mieszkam. Nie, to nie jest mój dom. nie potrafię tak myśleć. To sierociniec. Moje przekleństwo i upokorzenie. Nienawidzę tego miejsca i ludzi, z którymi tam przebywam. Nienawidzę litościwego wzroku ludzi, który przewijają się po tych korytarzach. Każdy z nich jest wspaniały, może dać wam dom i rodzinę. Gdy ktoś przychodzi nasza opiekunka zawsze to powtarza, ale skąd ona to wie?
Z ponurych rozmyślań wyrwał mnie głos Marietty.
-Elen złaź z tego drzewa, masz gościa! Wiesz w jakiej sprawie, już wszystko załatwiłam. - Opiekunka spojrzała na mnie swoim karcącym wzrokiem i powiedziała że czeka w moim pokoju.
Spojrzałam na Tomka zdziwionym wzrokiem. Zdawał się być jeszcze bardziej zdezorientowany niż ja. Po chwili uśmiechnął się promiennie.
- Młoda ! Może w końcu ....- Ciągnął chłopak.
Powiedziałam już że nie chcę niczyjej litości! - prawie wykrzyczałam mu w twarz.- Dobrze wiesz że wyprowadzę się stąd jak tylko skończę szesnaście lat!
Byłam wściekła. Mówiłam jej że nie chcę nikogo. Wyprowadzę się i będą mieli mnie z głowy . Ale oczywiście mają te swoje pieprzone zasady. Do osiemnastki byłam skazana na więzienie, bo na adopcje nie mają co liczyć. Nie wrobią mnie w to.
Otworzyłam duże, rozpadające się już drzwi sierocińca. Mijałam dobrze znane mi pokoje i zastanawiałam się kto mógłby mnie odwiedzić. Może chcą mnie oddać do internatu w Yorkshire tak ja Mary? I szkolić na pielęgniarkę do zmieniania pieluch. To po prostu śmieszne. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Marietty.
- Jest już nasza kochana Elen !- słysząc te słowa uśmiechnęłam się ironicznie, ona mnie nie cierpi, musi być naprawdę zdesperowana.
Jej pulchna i lepka ręka złapała mnie za ramię i pociągnęła w głąb pokoju.
Moim oczom ukazała się para starszych ludzi. Kobieta i mężczyzna.
-Poznaj państwa Dumbledore.- moja opiekunka uśmiechnęła się nieszczerze do nas i usiadła na moim łóżku, odwróciła się w stronę okna. Dopiero teraz skupiłam się na gościach. Mężczyzna był wysoki i dosyć szczupły. Podłużną twarz okrywała długa srebrna broda a niebieskie oczy przeszywały mnie na wylot. Miałam wrażenie że te spojrzenie potrafi wyczytać wszystkie moje myśli. Ubrany był w długą fioletową pelerynę z wyszywanymi złotą nicią wzorami.
Kobieta natomiast była bardzo chuda. Prostokątną twarz o srogich rysach ozdabiały pukle brązowych włosów z siwymi pasmami. Zielone oczy zdradzały wzruszenie. Jej czerwone szaty sięgały aż do ziemi.
Stałam tam zdezorientowana, w głowie kłębiło mi się tysiące myśli. Kim byli?? Ta i parę innych myśli przelatywało mi przez głowę. Pomyślałam sobie nawet że mogą być jakimiś niewyżytymi pedofilami- dziadkami starającymi się o kolejną ofiarę. W myślach zaśmiałam się ze swojej głupoty.
Mężczyzna wstał i wyciągnął w moją stronę rękę, uścisnęłam ją niepewnie.
- Nazywam się Albus. Albus Dumbledore.- Jego głos był dźwięczny i pewny.
- To moja żona Minevra- kobieta skłoniła się delikatnie.
Chyba chciał coś jeszcze powiedzieć ale nie zwróciłam na to uwagi. wszystko się we mnie gotowało.
-Wyjaśnijmy coś sobie- wydawało się że mój lodowaty głos obniżył temperaturę w pomieszczeniu o kilka stopni.- Nie jestem jakąś milusią dziewczynką do pracy na zasadzie haruj cały dzień- dostaniesz jeść a potem paciorek i lulu. - moje ostanie słowa przesiąkały nadmierną słodyczą.
To co stało się potem wytrąciło mnie z równowagi. Starsza kobieta zerwała się z miejsca i przytuliła tak, że prawie oczy powychodziły mi z orbit - Jaka ona jest urocza- zaświergotała nienaturalnie wysokim głosem.
-Tak tak- odmruknęła Marietta wyraźnie uradowana faktem że mnie się pozbędzie.
Po podpisaniu formalności i podrobieniu przez opiekunkę mojego podpisu w dokumentach kazała iść mi się spakować a sama poszła, jak usłyszałam w drodze opowiadać tym ludziom o mojej wymyślonej uprzejmość pokorze i posłuszeństwie, o zgrozo, naprawdę chce za wszelką cenę mnie z tą wykopać. Wpadłam do pokoju i po 10 minutach byłam już spakowana. Nie było tego dużo- dwie pary dżinsów i kilka bluzek,bielizna, mój szkicownik i ołówek.
Byłam zaciekawiona tymi ludźmi. Biła od nich dziwna energia, wydawało mi się że skądś ich znam. Ścisnęłam mocniej uchwyt torby i po raz pierwszy w życiu wyszłam z pokoju nie bojąc się myśleć co przyniesie jutro.
Poszliśmy droga prowadzącą do pobliskiego parku. Nie wiem po co ale przecież i tak się dowiem. Zatrzymaliśmy się niedaleko dużej, kamiennej fontanny. Spojrzałam na zachodzące słońce i moich nowych opiekunów. Albus (kazał mi tak na siebie mówić twierdząc że nie przyzwyczai do nazywania go inaczej) chciał mi coś powiedzieć ale przerwał mu huk dochodzący z pobliskiego mostku. Jakby znikąd pojawiły się trzy postacie ubrane w czarne powiewające szaty. Falowały i wznosiły sie w powietrze z każdym ich krokiem. Gdy byli tuz naprzeciwko mnie poczułam dziwna aurę unoszącą się wokół nich. Była niezwykła, miała w sobie coś przerażającego ale była tez bardzo pociągająca. Z szoku wyrwał mnie głos Dumbledora.
- Czego tu szukacie? Wycofajcie się ostrzegam, inaczej będziemy musieli użyć siły.- Mówi spokojnym ale złowrogim głosem. Oczy świeca mu się dziko.
W jednej chwili zakapturzone postacie wyciągają z za swoich peleryn patyki. Mam ochotę się śmiać ale nie robię tego. W jednej chwili z przedmiotów wystrzelają różnokolorowe promienie. Rozszerzam oczy ze zdziwienia. Jeden z nich leci prosto na mnie, jeszcze chwila i we mnie uderzy. Odskakuję od niego z gracją kocicy której wcześniej nigdy u siebie nie zauważyłam. Moi opiekunowie również trzymają w dłoniach to "coś" , nie umiem tego nazwać, ale patykiem na pewno nie jest. Kolorowe promienie mijają się ze sobą i tańczą niezwykły taniec. Niektóre zostały wycelowane w mnie, sprawnie ich unikam. O kurka.Tych ludzi jest o wiele więcej.Wychodzą z za drzew, nie widzę ich twarzy bo mają na sobie maski. Otoczyli nas. Śmiejąc się podchodzą coraz bliżej zamykając nas w pułapce nie do pokonania. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę że jest ich ponad setka.
-Musimy się teleportować - krzyczy siwowłosa kobieta i łapie mnie za rękę, mężczyzna robi to samo. I nagle kątem oka zauważam zielony promienień lecący prosto na mnie, wiem że nie zdążę przed nim uciec. Stoję jak sparaliżowana wpatrując się w niego. Nie chcę żeby we mnie uderzył, chociaż nie wiem co się stanie. Ale nie uderza we mnie, zatrzymuje go tarcza otaczająca mnie z każdej strony. Czuję siłę uderzenia i upadam na ziemię. A potem słyszę już tylko głos.
-Albusie co to było!- Krzyczy przerażona kobieta. Słyszę głośne pyknięcie i opadam w ciemność.
__________________________________________________
Tak wygląda pierwszy rozdział :P Nie wiem czy jestem z niego zadowolona, wyszedł średni. Mam nadzieję że kogoś zaciekawiłam. Jestem amatorką w pisaniu. To mój pierwszy blog więc proszę o wyrozumiałość i konstruktywną krytykę. Jeśli wyłapiecie jakieś błędy czy niedociągnięcia- piszcie! To bardzo się przydaje. Mam nadzieje że nie przeszkadza Wam OC jako główna bohaterka, proszę nie zrażajcie się tym ;) Żadna inna postać z HP nie pasowała mi do roli panny Silverman ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Świetny :D Jestem bardzo ciekawa o co chodzi. I jakim zaklęciem dostała :/
OdpowiedzUsuńJestem słaba z ortografii, więc błędów nie zauważyłam :D Tylko na laptopie zdania początkowe trochę trudno przeczytać, bo zlewają się z Draco
Bardzo fajnie piszesz :) Mam nadzieję, że nie zrezygnujesz za szybko z bloga (coraz więcej osób zaczyna coś pisać i nagle przestają). Powodzenia i duuuużo weny życzę, będę regularnie tu wpadać. :D
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo za miłe komentarze. Postaram sie coś wykombinować z tym tłem bo tez to zauważyłam. I na pewno nie zostawię tego opowiadania bo pewna osóbka da mi motywującego kopa w dupę i na to nie pozwoli :D
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPierwsze, co wyłapałam to "z kąt"... Zdecydowanie powinno być "skąd" :D I to trzeba na pewno poprawić, bo razi w oczy, jak się czyta ;)
OdpowiedzUsuńZnowu interpunkcja, ale, jak już mówiłam, musiałabym nasłać Hal, żeby pokazała Ci wszystkie brakujące przecinki ;) Może pod tym względem powinnaś pomyśleć o znalezieniu bety? Często się przydaje :)
Rzeczywiście trochę ciężko się czyta przez to tło, jeśli możesz to je zmień.
No i jeszcze ten "Tomek" jakoś mi niespecjalnie pasował. Takie polskie imię, a wszystkie inne angielskie. Chyba, że był Polakiem w angielskim sierocińcu, ale wtedy powinnaś uwzględnić to w opisie. Jeśli chodziło Ci o zdrobnienie od Toma, to w Anglii użyto by "Tommy" i mogłoby to być odpowiednikiem tego właśnie "Tomka".
Mimo wszystko wygląda to nieźle i będę czekać na kolejne rozdziały :)
Jeśli możesz, to informuj mnie o nich u mnie :)
kocham-cie-dwa-male-slowa.blogspot.com
Pozdrawiam,
Cassandra