piątek, 30 stycznia 2015

2 Rozdział
Obudziłam się po raz pierwszy od wielu dni wyspana. Tak dobrze mi się spało ale muszę wstawać. Swoją droga co to był za dziwny sen? Kiedy opowiem go Jimmowi, pewnie powie że jestem nienormalna. Uśmiecham się na te myśl i przeciągam. Powoli, nie spiesząc się otwieram oczy. Otępiała snem wstaję z łóżka i z przyzwyczajenia patrzę na zegarek- 8.00. Jak to możliwe że nikt mnie jeszcze nie obudził? Dopiero teraz rozglądam się po pomieszczeniu, w którym się znajduję. To na pewno nie jest mój pokój w sierocińcu na ulicy Silver Street 56. Przyglądam się uważnie kamiennym ścianom i podłogom, wnętrze wygląda jak jakaś średniowieczna, zamkowa komnata. Dostrzegam okno w kształcie łuku, przyozdobione szkarłatnymi zasłonami. Podchodzę do niego ostrożnie. Widok jest zniewalający. Wschodzące słońce unosi się nad gęstym lasem, delikatny wiatr targa drzewami wywabiając z nich ptaki, pobliskie jezioro odbija krajobraz niczym magiczne lustro.
Mogłabym przyglądać się temu widokowi przez godziny, ale obudził mnie trzask dobiegający zza drzwi. Dziwne, wcześniej ich tu nie widziałam, a może ich tu nie było, mówi moja podświadomość. Gdy je otwieram wita mnie przekomiczny widok. Albus leży na ziemi i w najlepsze zajada się lodem. Co dziwniejsze ma na sobie wściekle różowy szlafroczek w kaczuszki i bambosze z króliczymi uszkami . W rogu pomieszczenia znajduje się lodówka, zupełnie nie pasująca do tego miejsca. Z całych sił starałam się nie roześmiać. Kiedy staruszek mnie zobaczył, o mało się nie udławił. Poklepałam go po plecach i pomogłam wstać. Trochę zmieszany uśmiechnął się szeroko.
-Uwielbiam te mugolskie słodycze. A ta... lodówka świetnie się nadaje do ich przechowywania, ale Minerwa nie pozwala mi ich jeść częściej niż dwa razy w tygodniu... To nie do wytrzymania. A teraz pewnie ją obudziłem i zrobi mi awanturę na pół Hogwartu.
Przepraszam, czego? Przez to wszystko zapomniałam, że nie mam pojęcia gdzie jestem.
-Gdzie jesteśmy? W tym Hogwarcie?- nie mam pojęcia co to może być.
- Ach, moja droga. Prawie zapomniałem, że ty nic nie wiesz. Usiądź. -wskazał ręką na krzesło, stojące naprzeciw niego –To może być dla Ciebie dosyć...
- Niech pan powie, o co chodzi? -warknęłam, trochę rozdrażniona. Nigdy nie byłam zbyt cierpliwa.
- Albusie.- poprawił mnie. No tak, zapomniałam. - Więc Elen. Nigdy nie zauważyłaś, że gdy się złościłaś, bałaś, albo bardzo czegoś pragnęłaś, działo się coś dziwnego? Wybuchy, pękające szyby?
W tym momencie przypomniałam sobie moje dziwne wpadki. Gdy miałam 7 lat, Marietta nie pozwoliła mi wychodzić na dwór, bo zawsze wchodziłam na drzewa i nikt nie mógł mnie znaleźć. Byłam na nią wściekła, i życzyłam jej najgorszego. Parę godzin po tym, usłyszałam głośny wrzask. To ona biegła zasłaniając twarz z olbrzymimi krostami, które wzięły się nie wiadomo skąd. Nie zwróciłam na to uwagi. Kiedy miałam 13 lat, nie puściła mnie na dyskotekę szkolną. Krzyczała, a we mnie buzowała wściekłość. Wtedy wybuchły wszystkie szyby w budynku. Zwaliłam to na wiatr. A rok temu, kiedy bardzo chciałam się schować, zobaczyłam drzewo. Było bardzo wysokie, a gałęzie zaczynały się dopiero przy czubku. Wyciągnęłam ręce przed siebie, chciałam uciec. W tym momencie moje stopy oderwały się od ziemi. Wzleciałam na samą górę, jednak postanowiłam, że o tym zapomnę. Ale te, i wiele innych wspomnień, uderzały we mnie ze zdwojoną siłą.
Patrzył na mnie skupiony.
- Tak, było parę incydentów, ale co to ma do rzeczy?
Wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie.
- Nie jesteś zwykłą dziewczyną, jesteś czarownicą.
Spojrzałam na starca siedzącego przede mną, i miałam ochotę roześmiać mu się w twarz, ale powaga w jego głosie i wyraz twarzy nie mogły kłamać, to prawda. Jestem... inna. Zawsze to wiedziałam, ale nie spodziewałam się, że aż w takim stopniu. Serce zaczęło mi mocniej bić, nadzieja rozsadzała od środka. Oczy świeciły mi się dziko. Dziwna energia wypłynęła ze mnie, była prawie namacalna.
-I to bardzo uzdolnioną czarownicą. Nie wiele współczesnych czarodziejów ma takie umiejętności jak Ty.- kontynuował- Latanie, nie patrz tak na mnie, musiałem przejrzeć wspomnienia niektórych ludzi, żeby się upewnić że na pewno jesteś czarownicą. Nigdy w dziejach Hogwartu, nie zdarzyła się taka sytuacja. Normalnie młodzi adepci magii zaczynają naukę w wieku jedenastu lat, tu, w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Każdy dostaje swój list w wakacje poprzedzające rok szkolny. Miałaś na sobie potężne zaklęcia ochronne. Nikt nie mógł znaleźć w Tobie magii aż do teraz. Bariera runęła przed chwilą, ja też to poczułem. To one, uratowało Cię wczoraj przed Avadą Kedavrą. Nigdy się z czymś takim nie spotkałem.
Zaschło mi w gardle. Ktoś na mnie rzucał zaklęcia? Że co? Jak?
- Ale będę mogła wszystko nadrobić, prawda?- nie wierzę, że powiedziałam to z takim spokojem. Przed chwilą dowiedziałam się, że jestem czarownicą, jestem w szkole magii i do tego nie jestem takim jedynym człowiekiem na ziemi. A może to tylko wspaniały sen?
- Tak, oczywiście. Jestem pewien ze szybko wszystko zrozumiesz moja droga. Będziesz miała dodatkowe zajęcia z nauczycielami po normalnych lekcjach. Na początku będzie ci ciężko się przyzwyczaić. Jutro pójdziesz z profesorem Snapem na ulicę Pokątną, po potrzebne do nauki książki, i indergencje.
Nim zdążyłam zrozumieć jego słowa, do pomieszczenia wpadła rozwścieczona Minerwa. Na mój widok twarz jej złagodniała, ale nie powstrzymała się od zbesztania Albusa, który z kolei miał minę zbitego szczeniaka.
Rozmawialiśmy jeszcze bardzo długo. Zafascynowana spijałam słowa z ust kobiety. O Hogwarcie, przedmiotach, uznaniach, domach i wszystkim, co do dzisiaj dla mnie nie istniało.
Podekscytowanie, ciekawość i radość - te uczucia towarzyszyły mi od rana. Stałam w sklepie Olivandera i oddychałam nierówno. Obok mnie, ze znudzoną miną siedział Severus Snape- mój przyszły nauczyciel eliksirów. Nie był zbytnio zadowolony z faktu, że musi mnie dzisiaj pilnować, ale czy jego kiedykolwiek coś zadowala? Nie. Wolę nie myśleć.
-Ta powinna być dobra- starzec podał mi kolejną różdżkę.- Cis, włókno ze smoczego serca, twarda. Wzięłam od niego przedmiot. I nic. Nic się nie stało. Ale to nie zniechęciło siwego człowieka do dalszych poszukiwań- wręcz przeciwnie- zmotywowało go to. Snape obserwował to wszystko z paskudnym uśmieszkiem.
- Kolce róży i włos jednorożca, giętka, 3/4 cala. Bardzo rzadka, to jedyny taki egzemplarz. -Kiedy moje palce, dotknęły rączki różdżki, przeszyła mnie magia. Była wszędzie dookoła, a wydobywała się z tego, małego przedmiotu. Strużki granatowej mgły wypływały falami z jego czubka, przyprawiając mnie o przyjemne dreszcze. Obaj mężczyźni przypatrywali mi się z zaciekawieniem. Pierwszy z szoku otrząsnął się Ollivander.
- Oto twoja różdżka- nic już więcej nie powiedział.
Byliśmy jeszcze w Esach i Floresach, Gringocie, i paru innych ciekawych miejscach. Severus nie był zbyt rozmownym człowiekiem. To wiedziałam od początku, dlatego starałam się go sprowokować. To jedyny sposób na rozmowę z tym człowiekiem. Denerwowałam go, i przyprawiałam o drżenie rąk. W końcu wybuchnął, i zaczął się na mnie drzeć. Wszyscy obecni, będący w promieniu 3 kilometrów, zatkali uszy. Snape ma niezłe struny głosowe, MacGonagal przy nim to Puszek Pigmejski. Zdążyłam się o tym przekonać.
Pół godziny później, Severus Snape siedział naburmuszony i obrażony na cały świat. A konkretnie na mnie za nazwanie go Sevciem. Ale co poradzę, że to lepiej brzmi. Miałam powiedzieć "Severusie, kup mi loda"?
Kolejne pół godziny, minęło nam na jakże uroczej "rozmowie". W jej trakcie, zdążyłam zapytać się mojego przyszłego profesora o parę rzeczy, które gnębiły mnie od początku. Kiedy zapytałam go, czy jest gejem, (tuż po pytaniu czy ma żonę) usłyszałam jakże miłą odpowiedź. Cytuję : "Jeśli spytasz mnie, o jeszcze jedną rzecz dotyczącą mojego życia prywatnego, sprawie że udławisz się tym wafelkiem zanim zdążysz go dotknąć".
Gdy dokończyłam jeść lody, (Snape nie mógł bo to zniszczyłoby jego image) aportowaliśmy się pod bramę Hogwartu. Jak na dżentelmena przystało, nietoperz otworzył bramę zaklęciem, i nie odwracając się ruszył jednym ze swoich dramatycznych chodów. Nie czekając na zaproszenie, którego i tak bym nie dostała, ruszyłam za nim. W zamku rozdzieliliśmy się - ja poszłam na wieżę, on do lochów. Dotarłam pod drzwi gabinetu Dumbledora, i nie zawracając sobie głowy pukaniem otworzyłam je na oścież. Przywitały mnie wrzaski Minerwy.
- Jak mogłeś zjeść wszystkie mugolskie słodycze?! Dostaniesz cukrzycy, Albusie!
Cóż, zapowiada się ciekawy wieczór.
_______________________________________________
No więc .... Wiem że na razie nie ma żadnej konkretnej akcji ale muszę przebrnąć przez tą spokojniejszą część historii.
Mam nadzieję że przypadł Wam do gustu. A co do Dumbledora w różowym szlafroku... ten obraz długo za mną chodził xD

1 komentarz:

  1. A kto Ci błędy poprawił? xD Za taką ilość to Ci powinnam nakopać do dupy :* <3 Kc, świetny rozdział :>

    OdpowiedzUsuń